Strona stworzona, dzięki uprzejmości Biblioteki Publicznej Gminy Prażmów, przez miłośników gminy Prażmów. Ustanów 2023

Artykuły z tej kategorii

06 stycznia 2025
Bartłomiej
30 grudnia 2024
Teresa
14 czerwca 2024

Jak kurniki pani Ryxowej uratowały Prażmów - kim była Izabella Ryx

Izabella Ryx - najbardziej znana prażmowianka, była pierwszą w Królestwie Polskim zootechniczką, wyspecjalizowaną przede wszystkim w hodowli rasowego drobiu i trzody chlewnej. Niezwykła osoba.

Urodziła się w 1843 roku jako córka Alfonsa Kropiwnickiego i Izabelli z Miecznikowskich. Dzieciństwo i młodość spędziła w Warszawie oraz w majątku rodziny Kropiwnickich w Zielonce pod Warszawą.

W 1861 roku w Warszawie wyszła za mąż za Bronisława Ryxa. W tym roku właśnie hr. Karol Lambert - rosyjski namiestnik, 15 października wprowadził w Królestwie Polskim stan wojenny.

Po ślubie Izabella zamieszkała z mężem w Prażmowie. Jednak w styczniu 1863 roku Bronisław przyłączył się do powstania styczniowego, a otrzymawszy wyrok śmierci od władz carskich, wyjechał wraz z żoną i córeczką Bronisławą do Drezna, a potem do Paryża, spędziwszy wcześniej rok w Krakowie.

W Paryżu, gdzie Ryxowie prowadzili salon towarzyski, a Izabella uczęszczała na wykłady w Sorbonie, urodziło im się jeszcze dwoje dzieci: Jerzy i Jadwiga. Utrzymywała ich matka Bronisława – Józefa Ryx – która w 1866 roku została jedyną właścicielką majątku, w którego skład wchodziły trzy folwarki: Prażmów, Wola Prażmowska i Dziecinów.

W marcu 1870 roku Ryxowie wrócili do Krakowa, gdzie Izabella została działaczką Towarzystwa Przyjaciół Oświaty, Krakowskiego Towarzystwa Muzycznego, Towarzystwa Gospodarczo-Rolniczego oraz Krakowskiego Towarzystwa Rybackiego. W jej kręgu towarzyskim znajdowali się m.in. Adam Asnyk, Michał Bałucki czy Helena Modrzejewska.

W 1874 roku okazało się, że majątek w Prażmowie upada, bo starsza już Józefa Ryx nie do końca sobie radziła. Bronisław został więc w Krakowie z dziećmi, a Izabella wróciła do Prażmowa. Rok później wykupiła Prażmów od teściowej i stała się jedyną właścicielką majątku, a zarazem jakbyśmy dzisiaj powiedzieli - doskonałą menadżerką.

Izabella schowała suknie, zapomniała o salonach literackich, postawiła na hodowlę świń i ptactwa domowego. Miała kury, indyki, bażanty, gęsi i kaczki. Nie stała się jednak zwykłą gospodynią podupadającego majątku. Izabella stała się wzorem.

Mąż przyjechał do gospodarstwa dopiero po 10 latach, ale od razu został aresztowany. Wyszedł za kaucją 50 tysięcy rubli – Izabella musiała zaciągnąć dług hipoteczny na dobra prażmowskie.

Ale już w 1903 roku prasa pisała o niej „kurniki pani Ryxowej uratowały Prażmów”  (Dobra Gospodyni nr 44/1903).

Izabella w 1882 roku była już w gronie najlepszych hodowców, a Prażmów dzięki niej zasłynął jako miejsce hodowli ptactwa rasowego i angielskiej trzody. Na wystawie rolniczej w Warszawie pojawiła się z 59 świniami, 75 kaczkami i 100 kurami – sprzedała wszystko.

Pisała do wielu gazet: „Gazety Rolniczej”, „Rolnika i Hodowcy”, „Dobrej Gospodyni”, ,,Słowa”, „Kuriera Warszawskiego” i „Tygodnika Ilustrowanego”. W prasie pojawiały się także reklamy jej hodowli.

Na czym polegał jej sukces? Na ciężkiej pracy, wiedzy, chęci uczenia się i znajomościach, ale także na niezwykłym podejściu. Stała się pierwszym zootechnikiem, ale również zoopsychologiem w Królestwie Polskim. Zagłębiała się m.in. w potrzeby bażantów. W numerze 7/1904 Dobrej Gospodyni pisała o bażantach tak: „Trzeba im trochę ustępować, gdyż po pewnym czasie same swą dzikość w zadziwiający sposób przemogą, przyjdą do ręki i kokietować będą swoim świergotem, przechylaniem główki, patrząc nam wprost w oczy, jakby pytały: >co wy za jedni, żeście nam dotąd nic złego nie zrobili?< (…) Jeżeli mamy prowadzić chów parkowy, to po opuszczeniu bażantów przez kurę trzeba im dozwolić siadać na noc na drzewach, do czego, skoro tylko podfruwywać zaczną, wielką okazują ochotę. Królewski bażant właśnie w tej epoce życia swoją odrębność objawia. Nim kura go opuści, przed nadejściem wieczoru różnych forteli używa, aby módz niespostrzeżenie nocować na drzewach i coraz krnąbrniejszy się staje przy napędzaniu go z kurą. W dzień zaczyna się kryć, przychodzi do jedzenia ukradkiem, ucieka za zbliżeniem się tych nawet, co go wychowali, różni się wybitną dzikością (…) Sprawia wrażenie ptaka, którego za czas jakiś wcale nie ujrzymy, a jednak tak się nie stanie, gdyż bażant ten nigdy daleko nie uchodzi, trzyma się miejsca ograniczonego. Zostawić mu trzeba swobodę a powoli sam decyduje się na przyjaźń z człowiekiem, zbliża się coraz częściej, systematyzuje swoje zwyczaje, w jednych i tych samych miejscach o pokarm się upomina, wyśpiewując cieniutkim głosem. Gdy mrozy nadejdą pozazdrości innym bażantom dachu, łączy się z niemi, dobrowolnie wchodzi do kurnika – i staje się ptakiem domowym, ugania się między kurami, kaczkami, gęśmi, z własnej woli swoje królewskie pochodzenie demokratyzuje zupełnie. Niech was więc nie straszy początkowa jego dzikość, bo to samo minie – nie zrażajmy go nastawaniem na jego wrodzone instynkta, a zdobędziemy sobie radość dla naszych oczów i naszego zamiłowania w aklimatyzacji ptaków, jeżeli je posiadamy".

W prasie ukazywały się też opisy gości z wizyt w Prażmowie:

Przy stodole dymiła lokomobila i wrzała gorączkowa robota: młócono pierwsze ziarno na zasiew. Minęliśmy stodołę i wjechali na podwórze. Na spotkanie nasze wyszedł siwy pan niezmiernie przyjemnej powierzchowności. Był to pan Ryx. Po zamienieniu pierwszych słów powitania zaprowadził nas do dworu. Pani Ryxowa wyszła do lasu, w którym chowa słynne amerykańskie indory, i miała powrócić za chwilę.

Rozglądaliśmy się ciekawie po prażmowskim dworze. Dwór stary pamięta dawne, dawne czasy, pełno w nim cennych zabytków, portretów pędzla Bacciarelli’ego, a zwraca uwagę wszystkich stary zegar, stojący na konsoli. Pan Ryx poprowadził nas do ogrodu i tam też pierwszy raz (nie licząc oczywiście okazów wystawowych) ujrzeliśmy słynny drób. Z trawników, klombów, z pomiędzy krzaków wychylały się ku nam łebki najrozmaitszych kształtów i kolorów: czubate i bez czubów, z grzebieniami i bez grzebieni, czarne i białe. Ptactwo łaskawe, nie ucieka przed człowiekiem – od razu znać umiejętną rękę hodowczyni. W tej właśnie porze wszystek drób chodził swobodnie po całem podwórzu i ogrodzie, więc obok bażantów widzieliśmy kury, obok indorów – kaczki, a wszystko w najlepszej zgodzie. (…)

Myliłby się ten, kto by myślał, że w Prażmowie znajdzie zbytkowne chlewnie i kurniki, jakiś nadzwyczajny luksus. Wystrzegano się tego starannie i wszystko budowano miejscowemi siłami: chlewnie i kurniki stawiał zwykły cieśla, ogrodzenia robił porządkowy – wykwintnych domków, malowanych, lakierowanych, ozdabianych rzeźbami, jakie często spotykamy na rycinach przy opisach nadzwyczajnych hodowli amerykańskich – w Prażmowie nie ujrzy. Głęboka znajomość hodowli, zamiłowanie do niej i to, co się rzadko u nas spotyka, praca z ołówkiem w ręku, obliczanie się ze swemi siłami, jednem słowem, drobiazgowa rachunkowość - panują niepodzielnie we dworze Prażmowskim”.

Drób z Prażmowa dotarł nawet na Syberię. Izabella Ryx w artykule „Wytrzymałość ptaków w podróży”  (Dobra Gospodyni nr 49/1903) opisuje sposób w jaki wysłała swoje ptaki do Barnauł – miasta położonego 250 km od Nowosybirska. Na wstępie zaznaczyła iż była to podróż trzytygodniowa, osiem dni koleją, dwa tygodnie parostatkiem, a potem jeszcze końmi. Pisała:

Zbudowałam klatki, o ile możności zastosowane do okoliczności – nadszedł dzień wreszcie pożegnania i własną ręką wyprowadziłam delikwentów do więzienia, mającego ich przewieźć w dalekie strony.

Dla nadania im odwagi przytoczyłam zdanie, że cierpieć dla zasady – to rozkosz. Nie poznały się biedaki, że nakładać drugim cierpienia, niewielka sztuka, wesoło gdacząc, dziękowały mi za zaszczyt powierzenia ważnego zadania wyczerpującej próby. Kogut zapiał: przyjedziemy żywi, albo nie... i ruszyły w świat dnia 6 października r. b. Wczoraj, tj. 26 listopada, odebrałam od pani N. relację o nadeszłym ptactwie, żywem, zdrowem i wesołem – jeden tylko kogut Orpington był mocno wychudzony – lecz nie wątpię, że w troskliwych rękach pani N. zapomni wkrótce o niewygodach podróży”.

 

Izabella Ryx umarła 9 maja 1904 rok – 120 lat temu.

„W tych dniach zmarła w Prażmowie w powiecie grójeckim, dobrze znana czytelnikom naszym stała od lat dawnych współpracowniczka naszego pisma Izabella z Kropiwnickich Ryxowa. Była to postać szeroko znana w kraju naszym, wzorowa ziemianka i znakomita pracowniczka na polu gospodarstwa kobiecego. Prażmów od lat wielu był miejscem, dokąd zjeżdżano się nawet ze stron odległych po naukę i światło, gdyż tam widzieć można było na dużą skalę i wzorowo prowadzoną hodowlę ptactwa domowego i trzody chlewnej […] Śp. Izabella Ryxowa była pionierką na polu gospodarstwa kobiecego, a że pracowała umiejętnie i  z zapałem, pociągnęła za swym przykładem wielu, lecz dotychczas nikt jej nie dorównał. […] Śmiało twierdzić możemy, iż była to postać na wskroś oryginalna, wielkiego charakteru ducha i rzadka indywidualność w kierunku niedoścignionym, obywatelka kraju w każdym calu, której pamięć świecić nam będzie przykładem”. („Rolnik i Hodowca” nr 20 z 19 maja 1904 roku).

 

 

 

Autor: Joanna Grela

Zdjęcie nagłówkowe: polona.pl

Zdjęcia:

Izabella Ryxowa w Dobrej Gospodyni nr 44 z 1903 roku

Reklama dóbr Prażmów Dobra Gospodyni z 1902 roku

Gęsi w Prażmowie Dobra Gospodyni nr 44 z 1903 roku

Grupa drobiu w Prażmowie Dobra Gospodyni nr 44 z 1903 roku

Nekrolog Izabelli Ryx w Dobrej Gospodyni z 1904 roku

Wieża św. Heleny na cmentarzu parafialnym w Prażmowie, grób rodziny Ryxów.